|
W pobliżu wioski Występa, gdzie
rozchodzą się drogi do Suchedniowa i Bodzentyna, stała w XIX wieku karczma —
niegdyś przystań koniokradów z całego Królestwa Polskiego. Tutaj Stefan
Żeromski umiejscowił — opartą na autentycznych zdarzeniach — akcję noweli
„Echa leśne".
W karczmie kwaterował pułkownik Rozłucki — Polak w służbie
carskiej, dowódca rosyjskiego pułku zwalczającego oddziały powstańcze,
później generał. Jego bratanek — Jan Rozłucki, który był porucznikiem w tym
pułku, pewnej nocy opuścił oddział carski w Sielpi i dołączył do powstańców.
Został tu szefem sztabu „partii", w randze kapitana.
Generał Rozłucki nie ukrywał, że tropienie powstańców było
trudne i niebezpieczne. „Szliśmy wciąż obławami, to za taką partią, to za
inną. Co wyjedziem od Końskich w suchedniowskie lasy, to oni ujdą w głąb ku
Bodzentynowi. My się wrócimy, to ci za nami. Jeden szczególny wódz,
pułkownik czy kapitan, nazwiskiem «Walter», najbardziej nas zwodził. Palił
nocą szerokie ogniska, niby to obóz, a sam usuwał się od takiego miejsca
dosyć daleko i nocował bez ognia. My ciągniemy obławę, otaczamy cichaczem
owe ognie dalekie, napadamy wreszcie nocą — pustka. A on tymczasem na
uczyniony hałas podchodzi jak rabuś, strzela w naszych żołnierzy pod blask
ognisk i umyka w knieje. Miał i chłopów zbałamuconych, którzy nas nocą
prowadzili na te fałszywe obozy".
Kiedyś w nocy przyprowadzono do pułkownika, ujętego w walce
na bagnety „Rymwida" — jego bratanka. Gorliwy sługa cara, wyzbyty uczuć
narodowych, bez skrupułów skazuje na śmierć syna swego brata.
Przed egzekucją Rymwid zwrócił się do stryja:
"Rozkazuję przed śmiercią, i to jest moja niewzruszona ostatnia wola, żeby
mój mały, sześcioletni syn Piotr był wychowywany jako Polak, taki sam jak
ja. Rozkazuję, żeby go uczyć, choćby to było przeciw sumieniu wychowawcy,
jak jego ojciec zrobił wszystko, aż do samego końca. Rozkazuję mu głosem
głuchym, żeby pracował dla swej Ojczyzny i żeby, jeśli zajdzie potrzeba,
umierał dla niej bez jednego drgnienia strachu, bez jednego westchnienia
żalu, tak samo jak ja".
Wyrok sądu polowego został wykonany bezzwłocznie. Miejscowy leśniczy
postawił na mogile krzyż. Na głazie, upamiętniającym to miejsce, jest wyryty
napis: „Bohaterowi «Ech leśnych»".
Syn Jana Rozłuckiego — Piotr, wykształcony w szkole artylerii
w Rosji, pełnił służbę wojskową na terenie Polski. Pamięć ojca,
rozstrzelanego "za zdradę", była dla niego hańbą - tym gorliwiej oddawał się
służbie w wojsku carskim. Sprowadzony przy pomocy fortelu na mogiłę ojca, od
tej pory nieustannie powracał do niej myślami.
Odzywa się w nim, ukryta gdzieś głęboko, synowska miłość. Odwiedza leśną
mogiłę i opanowany niepohamowanym pragnieniem ujrzenia szczątków ojca,
rozgrzebuje ziemię.
„Tkliwe jego palce wynurzyły się, wyczarowały z ziemi czaszkę potrzaskaną w
kawałki. W bezwiedzy, w szlochach przypadł do tych kości ustami... Głaskał
po tysiąc razy miejsca złamań, gdzie były śmiertelne dziury od sołdackich
kuli. Tysiącem pieszczotliwych nazw przewiązywał każdą ranę, łzami zmywał
każdy cios. Wcielał przedśmiertelny ojcowski ból w najczulsze słowa, w
najtkliwsze dźwięki, jakie tylko znał w nowo pokochanym polskim języku".
Nad mogiłą ojca - Piotr stał się Polakiem....
|