
Nikt nie kontroluje tego, kto i na jakich zasadach dostaje
się do kieleckich liceów. Przyjęcia "tylnymi drzwiami" nadal są powszechne,
internetowa rekrutacja okazała się fikcją - najlepszym przykładem jest III
LO im. C.K. Norwida.
Działający od dwóch lat system naboru internetowego oparty jest na prostych
i czytelnych zasadach. Zgodnie z nim do każdej I
klasy szkoły ponadgimnazjalnej ma być przyjętych 34 uczniów,
którzy uzyskają największa liczbę punktów. Pozostali muszą starać się o
przyjęcie w tych szkołach, gdzie są jeszcze wolne miejsca.
W III LO im. C.K. Norwida w Kielcach w tym roku do pierwszych klas dostało
się ponad 200 osób, klasy, poza dwiema
integracyjnymi, w których jest po 21 osób, liczą 41-42 uczniów. Oznacza
to, że co szósty uczeń został przyjęty poza systemem internetowym.
Rodzice dzieci, które z III LO musiały odejść z kwitkiem, są oburzeni, od
kilku dni dzwonią do redakcji. - Moja córka starała się o przyjęcie do tej
szkoły. W systemie internetowej rekrutacji zabrakło jej dwóch punktów, aby
znaleźć się wśród 34 przyjętych. Rozgoryczona
przeniosła dokumenty do innego liceum. Wczoraj dowiedzieliśmy się jednak, że
w tej klasie jest 41 osób, a w innych jest podobnie, że przyjęto
osoby, które miały znacznie mniej o punktów niż ona. Dziecko tego nie
rozumie, ja jej nie potrafię wytłumaczyć - mówiła matka jednej z uczennic.
Powtarzają się opinie, że nikt nie kontroluje przyjęć poza rekrutacją, a
dyrektor robi, co chce. - W klasie mojego syna w III
LO jeszcze dziś przyszli nowi uczniowie i teraz są 42 osoby. Po co takie
halo z komputerową rekrutacją? - stwierdził ojciec jednego z uczniów.
Wiceprezydent Andrzej Sygut, odpowiedzialny w mieście za
oświatę, na pytanie, na jakiej postawie przyjmowano uczniów, którzy nie
dostali się do szkoły po internetowej rekrutacji, odpowiada krótko. - Taką
decyzję podjął dyrektor szkoły. Ma do tego prawo, bo nie ma górnej granicy
liczby uczniów, choć my staramy się nie przekraczać przyzwoitej granicy
35-36 uczniów.
Dodaje jeszcze, że za takie decyzje dyrektor nie jest
odpowiedzialny przed nim, tylko przed kuratorem. - Jeśli kuratorium
stwierdzi nieprawidłowości w przyjmowaniu uczniów, będziemy reagować. Jeśli
okaże się, że dyrektorka przyjęła te osoby w niejasnych okolicznościach,
wystąpię do kuratora o jej odwołanie - zapowiada wiceprezydent.
Okazuje się, że kuratorium też niewiele może zrobić w tej
sprawie. - To dyrektor decyduje o przyjęciach. Ma wolną rękę. Nie ma przy
tym limitu uczniów, którzy mogą znajdować się w klasie - tłumaczy Waldemar
Majchrzykiewicz, wizytator w III LO im. C.K. Norwida.
Na koniec obiecuje, że zainteresuje się sprawą i w najbliższych dniach
porozmawia z dyrektor III LO.
Anna Wodyk, dyrektor III LO, pod dwóch dniach zabiegów
zgodziła się na rozmowę z dziennikarzem "Gazety" .
Nie chciała jednak powiedzieć, po ile osób liczą klasy
pierwsze w jej liceum. - Nie mamy takiej listy, to ciągle się zmienia,
uczniowie przenoszą się z klasy do klasy, a poza tym nie mam takiego
obowiązku - stwierdziła. Dodała, że może to zrobić tylko wtedy, gdy otrzyma
takie polecenie od dyrektora wydziału oświaty Mieczysława Tomali.
Jej zdaniem nie ma problemu. - Każdy, kto u mnie zostawił
oryginały dokumentów i odwołanie, został przyjęty. Już pod koniec sierpnia
klasy były zapełnione, a ja we wrześniu przyjęłam jeszcze kilka osób. To
byli uczniowie, którzy zmieniali miejsce zamieszkania, mają kłopoty
zdrowotne albo nie stać ich na dojazdy - tłumaczy zasady przyjęć
obowiązujące w kierowanym przez nią liceum.
A co z tymi, którzy zawierzyli rekrutacji w internecie i
zgodnie z instrukcją przygotowaną przez urząd miasta po tym, jak okazało
się, że nie zostali przyjęci, przenieśli dokumenty do innych szkół, gdzie
były wolne miejsca (system od nich tego wymaga)? Gdyby nie brali udziału w
rekrutacji, tylko na początku lipca przynieśli dokumenty do III LO, lepiej
by na tym wyszli.
- System internetowy jest potrzebny, bo pozwala
zaplanować rok szkolny, liczbę klas, pracę dla nauczycieli. Dziecko to
jednak żywy człowiek i nie można wszystkiego zaplanować w internecie.
Zresztą dyrektor może przyjmować uczniów przez cały rok, prawo tego nie
zabrania - mówi na koniec dyrektor Wodyk.
Jak to jest w III LO
Dane na temat liczebności klas w III LO udostępnił nam
urząd miasta. Według zasad internetowego naboru do każdej pierwszej klasy
powinno zostać przyjęte po 34 osoby. Pozostali (w sumie 30) dostali się tam
"poza systemem".
klasa I a (matematyczno-informatyczna) - 42 osoby
klasa I b ( matematyczno-fizyczna) - 41 osób
klasa I c ( biologiczno-chemiczna) - 42 osoby
Klasa I d (humanistyczna) - 41 osób
Klasy Ie i If są klasami integracyjnymi, gdzie liczba
uczniów nie może przekraczać 20 osób, w III LO jest 21
Po co nam taki nabór?
W lipcu wiceprezydent Andrzej Sygut zapewniał, że nie
będzie "cichych przyjęć' poza internetowym systemem rekrutacji. Trzymałem
kciuki, żeby mu się udało. Proceder przyjmowania do szkoły "tylnymi
drzwiami" ciągnął się od lat, wreszcie była szansa, żeby to zmienić. Dziś
wiemy, że miasto nie wykorzystało tej szansy. Ani wiceprezydent Sygut, ani
rodzice nie dowiedzą się, czy nie było "cichych" przyjęć, bo nikt nad tym
nie panuje.
A przecież wystarczy tylko sprawdzić, kto został przyjęty
poza internetowym systemem i w jakich okolicznościach.
Jeśli nie uda się tego zrobić, to trzeba się zastanowić,
po co nam internetowy system naboru, skoro i tak to tylko dyrektor decyduje,
kto zostanie przyjęty.
Piotr Burda 08-09-2005
Gazeta Wyborcza
|